11 kwietnia 2009

Arrojad mis cenizas sobre Mickey




 
      Wzbudzający kontrowersje Rodrigo Garcia to twórca niezwykły. Pochodzący z innego kręgu kulturowego, postrzega życie w sposób odmienny od ludzi osiadłych mentalnie w kulturze i cywilizacji zachodnioeuropejskiej. Dla nas, dla których postępem jest normowanie życia, a coraz to nowsze wpisy do tomów prawnych określają ramy naszego życia, których przekroczenie nieodłącznie wiąże się z postępowaniem prokuratury. W tym miejscu pojawił się nieprzypadkowo Rodrigo Garcia, ukazując nam kawałek świata, o którego istnieniu zdążyliśmy zapomnieć. 

     Europejska awangarda, burząc zastane formy ekspresji i postrzegania sztuki, doszła w przypadku akcjonistów wiedeńskich do skutków podobnych Garcii. Działający pod koniec lat sześćdziesiątych Austriacy działali poprzez takie akty jak: malowanie krwią i obrzucanie wnętrznościami zwierząt, spektakle samookaleczenia. Czym jest w takim razie twórczość Argentyńczyka (Hiszpana z pochodzenia) w zestawieniu z tymi ekstremistami. Otóż Garcia próbuje szokować, garściami czerpiąc z przeszłości, odnawia przebrzmiałe już formy ekspresji wierząc w siłę ich oddziaływania. Zaś szum medialny, jaki narodził się po jego wystąpieniach podczas Premio Europa, dowodzi słuszności jego myślenia.

      W dziele Rozsyp moje prochy nad Mickey’im Garcia odrzuca fabułę, bliski performansowi operuje środkami zaczerpniętymi wprost z tej dziedziny. Posługuje się obrazem, który na bieżąco dotykać ma czułych punktów ludzkich wartości. W prosty sposób posiłkuje się opisem słownym przedstawianych zdarzeń teatralnych. Tutaj akcja przemawia, nie słowo, do którego przyzwyczaja nas teatr konwencjonalny, słowo jest tu tylko uzupełnieniem. Ta sztuka istnieje dzięki formie, skrajnie agresywnym czynom i surrealistycznym gestom.  

      Wszystkie te zaistniałe na scenie sytuacje odnosić się mają, jako całość, do współczesnej cywilizacji osadzonej na prywacie i konsumpcjonizmie. Sceny takie jak groteskowy taniec w chlebie nagiego mężczyzny, który przed minutą skąpany został w złocistym miodzie, czy kąpiel nagiej kobiety w miodzie, która po chwili miota się w ściętych ludzkich włosach. Te szokujące obrazy bardzo mocno działają na odbiorcę, jest w tym coś z symbolicznych filmów Alejandra Jodorowsky’ego, wspomnieć możemy piękne sceny ze Świętej Góry czy krwawego Kreta. Zestawienie tych scen z codziennością, przedstawione zostało wejściem na scenę rodziny, która z boku przygląda się dziwnym aktom seksualnym, czy zamknięta w wnętrzu zaparkowanego w rogu samochodu, „atakowana” jest przez ociekającą błotem postać.

     To co najbardziej zaszokowało publiczność związane jest, jak przystało na rzeźnika z zawodu (Garcia przez długi okres pracował w rzeźni swego ojca od której nazwy pochodzi nazwa jego grupy teatralnej), ze zwierzętami. Kilkuminutowa scena, w której podtapia w akwarium chomiki wywołuje wewnętrzny wstrząs i protest. Pod wpływem zachowania aktora, buntujemy się przeciw męczeniu zwierząt, przeciwko wykorzystywaniu ich w teatrze w tej formie. Garcia, przekraczając granicę dobrego smaku, obnaża ludzką hipokryzję, nasze zachowanie, które popycha nas do sprzeciwu w sytuacji bezpiecznej dla nas, w sytuacji nie wymagającej wielkiego wysiłku; aż się prosi by wspomnieć łamanie praw człowieka w wielu państwach na świecie, skrajną nędzę w jakiej żyją miliony ludzi w krajach ubogich, z dala od bezpiecznej europy, która w tym wypadku przymyka oczy.

    Te doświadczenia, wyniesione z Argentyny pogrążonej w ubóstwie, gdzie ludzie żyją w warunkach gorszych niż nasze zwierzęta domowe, są źródłem działalności Garcii. Jego sprzeciw wobec totalitarnego porządku kapitalistycznego świata, ubrany jest w formę dla niego naturalną. Rzeczywistość, w której ludzie żyją obok zwierząt, w której śmierć zwierząt jest równie codzienna jak śmierć ludzi, jest lub była codziennością Garcii. Wystarczy wspomnieć najnowsze kino argentyńskie, ukazujące prozę życia filmy Lisandro Alonso, w których smutek życia, tak powszechny dla każdego żyjącego tam człowieka jest nieodłącznym towarzyszem. Spod tego smutku przebija jednak odrobina radości, radości spowodowanej naturalnością egzystencji, w której z powodu braku nowoczesnych technologii, nie doświadczymy bliskich nam, w gruncie rzeczy niepotrzebnych rozterek.

    Propozycja Garcii, w której dość oklepane formułki antyglobalistycznej treści, sprzeciw wobec kapitalistycznej konsumpcji, podawane są w zestawieniu z niezwykłym działaniem, tu ma charakter świeży i szczery. Garcia mówi nam o tym, o czym dobrze już wiemy, o uwięzieniu w konwenansach, w podobnych do siebie formach życia, aprobowanych przez społeczeństwo, o tym by nie tracić życia w sposób podsuwany nam na tacy. Jego „bezsensowne” gesty sceniczne, prowadzą do prostego sprzeciwu wobec unifikacji. Ta różnica wartości, między ludźmi z innych kręgów kulturowych, jest zaś punktem zapalnym w obowiązkowym dla sztuki dialogu. Reakcja widza europejskiego, napędza frustrację Garcii (mieliśmy okazję obserwować gwałtowność jego charakteru na drugiej prezentacji Accidens (matar para comer), kiedy to reżyser wbiegł na scenę i dosłownie wyrzucił, zdecydowanie protestującego widza, z przedstawienia). Spróbować należy, spojrzeć pod wierzchnią formę działalności Garcii i spytać, przy całej różnorodności środków i pomysłów, przy odrębności języka kultury, którym operuje, co ma na myśli reżyser, czego szuka i co chce uzmysłowić. Odpowiedzi jest wiele, w zależności od indywidualnego kontekstu pytającego.
Rozsyp moje prochy nad Mickey’im
scenariusz i reżyseria Rodrigo Garcia

10 kwietnia 2009

accidens matar para comer


      Poprzez poniższy, krótki zbiór słów, chciałbym wyrazić zażenowanie i smutek wynikający z oburzenia niektórych ludzi prezentacjami artystycznymi argentyńskiego reżysera Rodrigo Garcii: Accidens (matar para comer), Wypadki (zabić by zjeść) oraz Arrojad mis cenizas sobre Mickey, Rozsyp moje prochy nad Mickey’im. Otóż powszechnie nagłaśniany protest, który rzekomo jest wyrazem sprzeciwu wobec perfidnych aktów znęcania się nad zwierzętami, podyktowany jest ignorancją i daleko posuniętym brakiem zrozumienia wynikającym z krótkowzroczności i braku refleksji. Zarzuty, jakoby reżyser nie bacząc na lęk skorupiaków, torturował ogromnego homara kosztem rosnącego strachu żyjątka są nieskończenie naiwne i banalne. Słowa obrońców praw zwierząt (czy może obrońców spokoju własnego sumienia) bezpodstawnie rysują wydarzenia, które nie miały miejsca. Otóż homar poprzez bardzo mądrze wykorzystany mikrofon dzieli się z nami własnymi przeżyciami, każdy trzeźwo patrzący i słuchający widz może zauważyć (usłyszeć) uspokajające się z czasem tętno skorupiaka co nie powinno świadczyć o rosnącym lęku (istnienie uczuć u skorupiaków nie zostało udowodnione), wprost przeciwnie. Przez cały czas trwania prezentacji homar jedynie wisi, od czasu do czasu oblewany wodą i to widza odczucia umiejętnie manipulowane przez reżysera, zdają się podsycać atmosferę panującą na sali. W finale daje się widzieć, co tak wstrząsa widzem o słabym sercu, najprostszy czyn zabicia homara. Całość ograniczająca się do kilku zdecydowanych cięć ostrym nożem, wykonywanych każdego dnia w setkach restauracji oferujących dania z owoców morza, dogłębnie wzburza widza, który nie próbując zajrzeć pod powierzchnię oglądanych obrazów, zdecydowanie protestuje, śląc słowa wzburzenia pod adresem twórców jak i organizatorów. Garcia umiejętnie obnaża system wartości, spod którego prześwituje hipokryzja. Dla nas, dla których postępem jest normowanie życia, a coraz to nowsze wpisy do tomów prawnych określają ramy naszego życia, których przekroczenie nieodłącznie wiąże się z postępowaniem prokuratury. W tym miejscu pojawił się nieprzypadkowo Rodrigo Garcia, ukazując nam kawałek świata, o którego istnieniu zdążyliśmy zapomnieć, a który jest światem naszych rodziców i ich rodziców. 

    Głupota i ignorancja, która dostrzega tylko nieszczęsny los zwierząt (umiejętnie, artystycznie wyolbrzymiona sytuacja - patrząc trzeźwo na zaistniałe w obu przedstawieniach sytuacje czy możemy powiedzieć że zwierzęta te są torturowane?), koniec końców chomiki zostaną wypuszczone, a homar, od zawsze przeznaczony do zjedzenia jest po prostu jedzony. Nie sposób sobie wyobrazić co by się stało gdyby najzwyklejszy akt jedzenia, który ma miejsce w „Wypadkach”, zmieniony został na akt marnotrawstwa. Gdyby Garcia wyrzucił homara do kubła na śmieci, prowokacja uzyskałaby formę realną, a nie pseudo jak ma to miejsce.

     Chciałbym z tego miejsca przeprosić reżysera za prostotę zarzutów i dziecinną naiwność ich autorów, mocno ubolewam nad faktem, że uczestnicy wydarzeń artystycznych nie mają żadnego pojęcia o tym co odbywa się przed ich oczami. Jeszcze bardziej boli mnie jednak brak jakiejkolwiek refleksji i pochopna gorączkowość niektórych z nich. Dlatego jeśli chciałbyś podzielić się swoją opinią, popierając reżysera Rodriga Garcię, prześlij swoje zdanie na poniższy adres. 

                                                  office@grotowski-institute.art.pl