Poprzez poniższy, krótki zbiór słów, chciałbym wyrazić zażenowanie i smutek wynikający z oburzenia niektórych ludzi prezentacjami artystycznymi argentyńskiego reżysera Rodrigo Garcii: Accidens (matar para comer), Wypadki (zabić by zjeść) oraz Arrojad mis cenizas sobre Mickey, Rozsyp moje prochy nad Mickey’im. Otóż powszechnie nagłaśniany protest, który rzekomo jest wyrazem sprzeciwu wobec perfidnych aktów znęcania się nad zwierzętami, podyktowany jest ignorancją i daleko posuniętym brakiem zrozumienia wynikającym z krótkowzroczności i braku refleksji. Zarzuty, jakoby reżyser nie bacząc na lęk skorupiaków, torturował ogromnego homara kosztem rosnącego strachu żyjątka są nieskończenie naiwne i banalne. Słowa obrońców praw zwierząt (czy może obrońców spokoju własnego sumienia) bezpodstawnie rysują wydarzenia, które nie miały miejsca. Otóż homar poprzez bardzo mądrze wykorzystany mikrofon dzieli się z nami własnymi przeżyciami, każdy trzeźwo patrzący i słuchający widz może zauważyć (usłyszeć) uspokajające się z czasem tętno skorupiaka co nie powinno świadczyć o rosnącym lęku (istnienie uczuć u skorupiaków nie zostało udowodnione), wprost przeciwnie. Przez cały czas trwania prezentacji homar jedynie wisi, od czasu do czasu oblewany wodą i to widza odczucia umiejętnie manipulowane przez reżysera, zdają się podsycać atmosferę panującą na sali. W finale daje się widzieć, co tak wstrząsa widzem o słabym sercu, najprostszy czyn zabicia homara. Całość ograniczająca się do kilku zdecydowanych cięć ostrym nożem, wykonywanych każdego dnia w setkach restauracji oferujących dania z owoców morza, dogłębnie wzburza widza, który nie próbując zajrzeć pod powierzchnię oglądanych obrazów, zdecydowanie protestuje, śląc słowa wzburzenia pod adresem twórców jak i organizatorów. Garcia umiejętnie obnaża system wartości, spod którego prześwituje hipokryzja. Dla nas, dla których postępem jest normowanie życia, a coraz to nowsze wpisy do tomów prawnych określają ramy naszego życia, których przekroczenie nieodłącznie wiąże się z postępowaniem prokuratury. W tym miejscu pojawił się nieprzypadkowo Rodrigo Garcia, ukazując nam kawałek świata, o którego istnieniu zdążyliśmy zapomnieć, a który jest światem naszych rodziców i ich rodziców.
Głupota i ignorancja, która dostrzega tylko nieszczęsny los zwierząt (umiejętnie, artystycznie wyolbrzymiona sytuacja - patrząc trzeźwo na zaistniałe w obu przedstawieniach sytuacje czy możemy powiedzieć że zwierzęta te są torturowane?), koniec końców chomiki zostaną wypuszczone, a homar, od zawsze przeznaczony do zjedzenia jest po prostu jedzony. Nie sposób sobie wyobrazić co by się stało gdyby najzwyklejszy akt jedzenia, który ma miejsce w „Wypadkach”, zmieniony został na akt marnotrawstwa. Gdyby Garcia wyrzucił homara do kubła na śmieci, prowokacja uzyskałaby formę realną, a nie pseudo jak ma to miejsce.
Chciałbym z tego miejsca przeprosić reżysera za prostotę zarzutów i dziecinną naiwność ich autorów, mocno ubolewam nad faktem, że uczestnicy wydarzeń artystycznych nie mają żadnego pojęcia o tym co odbywa się przed ich oczami. Jeszcze bardziej boli mnie jednak brak jakiejkolwiek refleksji i pochopna gorączkowość niektórych z nich. Dlatego jeśli chciałbyś podzielić się swoją opinią, popierając reżysera Rodriga Garcię, prześlij swoje zdanie na poniższy adres.
office@grotowski-institute.art.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz